BIOENERGIOTERAPEUTA

Do bioenergoterapeuty trafia pacjent, któremu najpierw wypisywał receptę lekarz, dobrze nie widząc nawet jego twarzy. U bioenergoterapeuty sytuacja pacjenta zmienia się diametralnie, tu uwaga skierowana jest tylko na niego. Bioenergoterapeuta patrzy na pacjenta, wymienia jego dolegliwości i miejsca bólu, a czyni to bez nowoczesnej aparatury i autorytatywnej wyższości nad petentem (zazwyczaj).

Docierają do nas informacje, że działania bioenergoterapeutów i magnetyzerów na Zachodzie i Wschodzie są wspierane przez poważne instytuty naukowe. Jeszcze tylko u nas zdarzają się takie przypadki, że profesor medycyny odmawia współpracy i zbadania zjawisk bioenergoterapeutycznych, obawiając się ośmieszenia. A mógłby łatwo, dysponując swoją aparaturą, udowodnić, czy coś z tej magii jest prawdą, czy, jak uważa, szarlatanerią. Łatwiej jest bezosobowo wydawać werdykty o chorobie, mając przy tym do dyspozycji technikę badawczą i diagnostyczną, a dalej już tylko ktoś z okienka apteki rzuci lekarstwa i pacjent ma być zdrów. Maszyna czy komputer rejestruje tylko stan fizyczny, a niestety nie widzi człowieka z jego problemami codziennymi, jego samotnością czy zagubieniem. Pacjent bierze lekarstwa z większym czy mniejszym przekonaniem i nadal choruje. Można powiedzieć, że leczenie w większości przypadków jest objawowe a nie przyczynowe!!! A najchętniej leczymy antybiotykiem. Antybiotyk stał się przysłowiowy, bo dobry i na żołądek, i na pęcherz, i na nerki, i na katar… A skutek… zaczyna być powoli dostrzegany w coraz silniejszych odmianach chorób wirusowych i bakteryjnych. Niejednokrotnie bioenergoterapeuta kieruje pacjenta do lekarza, podpowiadając mu, o co ma pytać i na co ma zwrócić jego uwagę.

Leave a Reply