BIOENERGOTERAPIA Z PACJENTEM I GRUPĄ

Bioenergoterapia po wyjściu z powijaków zaczyna stawiać pierwsze mocniejsze kroki w naszym społeczeństwie. Zdarzają się coraz częstsze przypadki współpracy z medycyną. Wprawdzie te pierwsze jaskółki wiosny nie czynią, ale są już znamienne. Ziarna tego zjawiska, które posiał u nas C. A. Klim uszko a później C. Harris, zaczynają coraz mocniej wschodzić. Ugruntowują swoją pozycję i inni bioenergoterapeuci. Nie ma wprawdzie, akceptowanego przez medycynę, procesu weryfikacji zdolności bioenergoterapeutycznych, jednak pojawiają się w prasie portrety ludzi, którzy w ten sposób pomagają chorym i cierpiącym. Bioenergoterapia przestała już tak bulwersować jak przed laty. Oburza nas natomiast co innego, a mianowicie fakty pojawiania się w naszych domach fenomenów już nie spirytyzmu a chyba obskurantyzmu. Tacy osobnicy, nierzadko wspierający się uprawnieniami rzemieślniczymi, odnajdują oprócz „żył i chorób”, rzesze duchów za meblami i telewizorem z umiejętnością określania ich imion (np. Żan). Nie dajmy się wciągnąć w tej pogoni za duchem po meblach i tapczanach w szaleństwo… Opisane zjawisko jest typowe dla okresów rozwijającej się mody na to, co nowe i tajemnicze…

Socjologowie mają więc nowe zjawisko do zbadania – zjawisko bioenergoterapii. Nie wiedzą na razie, czy jest to zjawisko społeczne czy może zjawisko fizyczne, a może oba naraz. Na razie, mówią o modzie. Najciekawsze jest to, że moda ta pomaga niejednemu odzyskać zdrowie i nadzieję (nie zawsze płonną) w wyzdrowienie. Na uwagę zasługuje fakt, że z pomocy uzdrawiaczy i bioenergoterapeutów korzystają przeważnie ludzie, którym medycyna oficjalna nie mogła już w niczym pomóc.

Leave a Reply