Mieczysław Fudali

Pierwszy kontakt z bioenergoterapią nastąpi! w momencie zdiagno- zowania i przeprowadzenia paru zabiegów bioenergoterapeutycznych przez autora tej książki na jego osobie. Wieloletnia dolegliwość ustąpiła nadzwyczaj szybko, bo już po paru spotkaniach. Choroba, z którą nie mogli poradzić sobie specjaliści, jest w tej chwili tylko bardzo przykrym wspomnieniem dla Mieczysława Fudaliego. Wypowiedziałem wówczas te słowa „Ależ Panie Mieczysławie, przecież Pan ma dużą bioenergię i silne biopole, dlaczego nie koryguje Pan chorych miejsc. Może Pan sam wyleczyć się z tej choroby”. Popatrzył ze zdziwieniem na swoje ręce: skąd mają wychodzić „te” promienie? Zastanawiał się, czy nie robi się z niego żartów. To nie były żarty. Po pierwszych ćwiczeniach i zabiegach czuł chore miejsca u pacjentów. Zaczął kojarzyć te odczucia z wcześniejszymi doznaniami. Osoby, którym pomógł, patrzyły na to z mniejszym zdziwieniem niż on sam. Zaczęła się wielka przygoda z tym, co stale było przy nim — biopolem. Zaczęło się i trwa wielkie zdziwienie tym tak późno odkrytym fenomenem. Może ulżyć cierpiącym i chorym. Pojawiły się pierwsze sukcesy. Na przykład całkowite odzyskanie słuchu przez kalekie dziecko było rewelacją już nie tylko dla niego. Kurs doskonalenia umysłu a później bioenergoterapii poszerzają jego wiedzę o subtelnych odczuciach i energiach drzemiących w człowieku. Przypadek wyleczonego dziecka z utratą słuchu i inne były prezentowane na

II Sympozjum Bioenergoterapii. W tej chwili ten mężczyzna, promieniujący radością i ciepłem, należy do czołówki bioenergoterapeutów. Działał charytatywnie w klinice dla dzieci z częściową i całkowitą utratą słuchu. Jest ogromnie szczęśliwy, gdy widzi wdzięczność i radość małych pacjentów po pierwszych objawach poprawy. Teraz kiedy jest już emerytem, odnajduje w tym sens swojego życia. Żyć sensownie, to znaczy pomagać chorym pozbawionym wielokrotnie nadziei, wygrywać każdy pojedynek z chorobą i cierpieniem… Człowiek serce.

Leave a Reply