„Spotkanie z sobą”

W pomieszczeniu, gdzie nikt nie będzie mi przeszkadzał, siadam w wygodnym fotelu (bądź na krześle). Zamykam oczy. Kręgosłup jest wyprostowany, nogi wygodnie spoczywają na podłodze. Chodzi o to, by w czasie relaksu czy medytacji nic nie odwracało mojej uwagi. Sprawdzam teraz, czy wszystkie mięśnie są rozluźnione. Powieki ciężko opadają na dół, oczy zdają się patrzeć w punkt między oczami, mięśnie szczęki rozluźnione, język luźno opada na dno jamy ustnej. Teraz ramiona – powinny opadać lekko na uda, mięśnie barków powinny być rozluźnione. Nigdzie w moim ciele nie może być napięcia. Mój oddech jest równy, spokojny. Oddycham nosem. Oddech dopasowałem (dostroiłem) do pracy serca. Bicie serca wyczułem prawą dłonią na lewej ręce w przegubie. Gdy mam trudności z wyczuciem pulsu, oddycham tempem około 30 do 50 oddechów na minutę. Z czasem przestaje być to problem. Zresztą w czasie relaksu nic nie jest i nie może być problemem. Oczy mam zamknięte, oddycham równo, jestem całkowicie rozluźniony. Myśli tłoczące się do głowy przyjmuję i odsyłam dalej do niepamięci. Nie walczę z niczym. Każda myśl, każde wrażenie przepływa przeze mnie. Nic nie zostaje zatrzymywane w mojej psychice. Zauważam w pewnym momencie, że zapominam o swoim ciele. Świadomość mojej percepcji jest jedynym małym punktem w przestrzeni. Taki właśnie stan udaje się osiągnąć bardzo rzadko w czasie pierwszego relaksu. Zazwyczaj dla większości osób relaks należy do trudniejszych ćwiczeń.

Leave a Reply