Zdrowy duch w zdrowym ciele

„Każdy z nas, podobnie jak ludzie, którzy żyli przed nami, odkrywa w mniejszym czy większym stopniu swój świat wewnętrzny. Przejawia się to w powszechności takich zjawisk, jak: wierzenia religijne, magia, medycyna ludowa itp. Jednakże dopiero ostatnie stule ie tak dobitnie wykazało i potwierdziło obiektywne istnienie a także rolę i znaczenie naszej psychiki. Odkrycie to można porównać z szokiem, który spowodował, że wielu ludzi skłonnych jest odwrócić się całkowicie od świata zewnętrznego i skoncentrować się na swoim wnętrzu, uznając je za jedyną wartość i jedyny świat, z którym warto i należy się liczyć. Przywrócenie wartości świata wewnętrznego jest tym bardziej zaskakujące, że XX wiek był w gruncie rzeczy nieprzerwanym pasmem sukcesów chłodnego, racjonalnego pozytywizmu. (…)

Człowiek może rozwijać swój świat wewnętrzny, o ile zaspokoi podstawowe potrzeby materialne wynikające z wymagań ciała. Jednakże im lepiej się zaspokoi fizjologiczne potrzeby człowieka, z tym większą mocą daje o sobie znać świat wewnętrzny człowieka i jego konflikty. Być może, najbardziej drastycznym przykładem kryzysu idei pozytywistycznych, jaki możemy obserwować we współczesnym święcie, jest kryzys, jaki przeżywa współczesna medycyna. Z jednej strony obserwujemy jej sukcesy techniczne i teoretyczne, o których, być może, sto lat temu nie marzyli nawet najwięksi optymiści. Z drugiej strony obserwujemy niesłychany wprost wzrost zainteresowania « uzdrowicielami » (healers). W Polsce w czasie wizyty Clive Harrisa od wczesnego rana ustawiają się wielotysięczne kolejki. Stoją w nich wszyscy. Zarówno ci, którzy wierzą, a zatem są bardziej skłonni przyjąć zbawienne wpływy « pośrednika Boga », jak i ci dumni ze swego racjonalizmu, którzy swą obecność wyjaśniają dobroczynnym wpływem « bioprądów », wysyłanych przez uzdrowiciela do chorych tkanek ustroju. Znajdziemy w kolejce zarówno osoby niewykształcone, ulegające przesądom i magii, jak również osoby utytułowane… Jednakże fascynacja uzdrowicielami w Polsce nie może być nawet porównywana z powodzeniem healerów w innych krajach, przy tym ani ubogich, ani pozbawionych świetnie funkcjonującej medycyny. W USA w Kalifornii, w niektórych miastach liczba uzdrowicieli dorównuje niemal liczbie lekarzy, a honoraria jednych i drugich bynajmniej się nie różnią. Często dochodzi do współpracy pomiędzy lekarzami i uzdrowicielami, którzy wzajemnie przekazują sobie « trudniejsze przypadki ». Liczba osób, którzy twierdzą, że wyleczył je uzdrowiciel, podczas gdy lekarze zawiedli, jest coraz większa, także coraz więcej lekarzy zastanawia się nad tym zjawiskiem, a nawet próbuje zbadać wpływ uzdrowicieli metodami naukowymi. O przypadkach cudownych uzdrowień wiadomo było od dawna, tyle tylko, że w ostatnim stuleciu ludzie wykształceni nie chcieli dawać im wiary. W czasach starożytnych i w średniowieczu mówiono wówczas o cudach. Zwolennicy Freuda woleli nazywać takie przypadki zwycięstwem instynktu życia nad instynktem śmierci. Korzyści nie tylko psychologiczne, jakie z kontaktu z uzdrowicielem może wynieść chory, zwróciły uwagę Światowej Organizacji Zdrowia na medycynę ludową i stosowane przez nią metody, czego wyrazem było stworzenie grupy roboczej, mającej na celu zbadanie możliwości szerszego wykorzystania doświadczeń medycyny ludowej. (…)

Leave a Reply